Udany start Falcona Heavy!

Tesla Roadster i Starman w okolicy apogeum (7 tys. km), na około 5 godzin przed ostatnim uruchomieniem silnika. Fot. YouTube/SpaceX

Chyba najbardziej wyczekiwany lot kosmiczny 2018 roku za nami. Falcon Heavy – nowa, ciężka rakieta nośna firmy SpaceX z powodzeniem wystartował wczoraj (wtorek) o 21:45 z platformy startowej LC-39A na Cape Canaveral. Eksperymentalny lot powiódł się i niemal wszystkie jego cele zostały spełnione.

Pierwotnie start miał się odbyć o 19:30 czasu polskiego. Na kilka godzin przed pojawiła się jednak informacja o silniejszych uskokach wiatru w górnej troposferze, co mogło przeszkodzić w starcie. Kilkukrotnie przesuwano moment startu, niemal decydując się na przesunięcie lotu na kolejny dzień. Ostatecznie jednak, o 21:45 czasu polskiego, zaledwie 15 minut przed zamknięciem się wtorkowego okna startowego, rakieta Falcon Heavy uruchomiła swoje 27 silników i oderwała się od historycznej platformy startowej LC-39A, z której w lipcu 1969 roku misja Apollo 11 wyruszyła na Księżyc.

Było wiele niewiadomych odnośnie tego lotu. Praktycznie do momentu odłączenia się boosterów, nie było gwarancji, że rakieta wytrzyma. Łączenia między członem centralnym, a bocznymi, mogły zostać rozerwane podczas przejścia przez Max-Q (moment największego ciśnienia dynamicznego), sama separacja mogła się nie udać, lub boostery mogły się oddalić na zbyt małą odległość. Rakieta mogła eksplodować tuż po starcie, komputer mógł wyłączyć silniki z powodu jakiejś anomalii, a pogoda mogła całkowicie pokrzyżować wtorkowe plany.

Mimo obaw, lot przebiegł niemal idealnie zgodnie z planem. Na 5 sekund przed startem uruchomiono silniki boosterów, a dwie sekundy później, członu głównego. Rakieta wzniosła się ponad platformę i przeszła przez Max-Q po ponad minucie. W 2. minucie i 32. sekundzie odłączono boostery, a pół minuty później odłączono człon centralny. Osłona aerodyna odleciała niewiele po tym. Boczne boostery, wbrew wcześniejszym informacjom, wylądowały niemal jednocześnie na Cape Canaveral!

Niestety centralny booster nie wylądował planowo. Prawdopodobnie zabrakło paliwa na hamowanie i z prędkością przeszło 480 km/h, człon uderzył w barkę, lub tuż koło niej, uszkadzając ją. Mimo tego, reszta misji przebiegła planowo. Człon drugi wyłączył się po nieco ponad 8 minutach od startu, a po kolejnych 20, ponownie został włączony, aby podnieść orbitę do 7000 kilometrów. Dopiero stamtąd, około 4 rano czasu polskiego, wiśniowa Tesla Roadster z manekinem za kierownicą, wyruszyła w podróż międzyplanetarną.

Pierwotny plan był taki, że po trzecim uruchomieniu drugiego członu, Tesla Roadster poleci na orbitę sięgającą maksymalnie orbity Marsa. Jak się ostatecznie okazało, niecodzienny ładunek ma się oddalić od Słońca jeszcze bardziej i niemal sięgać orbity Ceres – planety karłowatej w pasie planetoid!

Misja ta jest początkiem nowej ery w transporcie kosmicznym. Po raz pierwszy komercyjna firma wysłała własną rakietą ładunek poza obszar oddziaływania grawitacyjnego Ziemi, a co więcej, ma w swojej ofercie rakietę nośną o największym udźwigu od czasów Saturna V i obecnie najpotężniejszą w użyciu. SpaceX może już w teorii wysyłać ładunki w każdy zakątek Układu Słonecznego i to bez użycia manewru asysty grawitacyjnej!

Do roku 2022 ma się zakończyć budowa jeszcze potężniejszej rakiety, zwanej Big F*cking/Falcon Rocket (zależnie od przyjętego rozwinięcia skrótu). Ma być w stanie wynieść ładunek o masie kilkudziesięciu ton na powierzchnię Marsa, lub wysłać tam stuosobową załogę, a co więcej, ma być wielokrotnego użytku. Po zatankowaniu na orbicie Ziemi, będzie w stanie dolecieć wszędzie w Układzie Słonecznym i stamtąd wrócić. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w 2024 roku, pierwsza, dwudziestoosobowa załoga poleci na pokładzie BFR na Marsa!

Oficjalnie ostatnie zdjęcie z lotu testowego Falcona Heavy. Znając Elona Muska, nie jest to ostatnie. Fot. Twitter/SpaceX