Sześć ofiar i miliardowe straty, co wiemy o zeszłorocznej nawałnicy?

Skan radarowy przedstawiający bow echo/derecho około północy 11/12 sierpnia 2017. Źródło: radar-opadow.pl/IMGW-PIB

Mija rok od tragicznych wydarzeń w Suszku, Rytlu, Dziemianach, Sulęczynie i niezliczonej ilości innych miejscowości na Pomorzu mija rok. Dla wielu to aż, dla innych dopiero rok. Dla nas był to tak dynamiczny i pamiętny dzień, że czujemy go jakby był w zeszłym miesiącu. Co jednak się stało? Jak poruszała się nawałnica i skąd jej moc?

Zeszłoroczny sezon burzowy był bardzo dynamiczny, zwłaszcza na zachodzie i w centrum kraju. Gwałtowne burze kilkukrotnie spustoszyły Polskę. Pierwsze, silniejsze burze pojawiły się już na początku kwietnia, a gwałtowne układy notowaliśmy od początku maja. Do tych najgwałtowniejszych należały te z końca maja, ostatnich dni czerwca, oraz początku i drugiej połowy lipca. Sierpień również zaczął się gwałtownie, ale największe spustoszenia powstały na skutek burz z 10,11 i 12 sierpnia. Te trzy dni na długo zostaną w pamięci mieszkańców zachodniej, centralnej, północnej i częściowo wschodniej Polski. Przez trzy dni potężne układy burzowe powodowały zniszczenia na dużym obszarze. Punktem kulminacyjnym było bow echo z południowo-zachodniej, centralnej i północnej Polski popołudniu 11. i w nocy z 11. na 12. sierpnia.

Bow echo to określenie formacji ściśle powiązanych ze sobą burz (tzw. układu wielokomórkowego), która na skanach radarowych przybiera kształt łuku. Stąd też pochodzi jej nazwa. Zazwyczaj struktury typu bow echo pojawiają się w linii szkwału potężnych układów typu MCS i to właśnie miało miejsce w piątek 11. sierpnia popołudniu. Taka „linia burz” może mieć nawet kilkaset kilometrów długości i istnieć wiele godzin. Cechuje się ekstremalnie silnymi porywami wiatru, nawalnymi opadami deszczu, a często także gradem i trąbami powietrznymi. Porusza się bardzo szybko i tak naprawdę najsilniejsze porywy wiatru trwają zaledwie kilka minut. Ta z piątku przemieszczała się z prędkością do 90-100 km/h, pokonując trasę z Pruszcza Gdańskiego do Gdyni w około 20 minut! Silne porywy wiatru to składowa dużej prędkości układu (czasami ponad 120 km/h), oraz prostoliniowych porywów wiatru powstałych przez zjawiska typu downburst i microburst. Downburst jest to bardzo silny prąd zstępujący, który w formie silnej kolumny spada niemal pionowo z górnej części chmury burzowej. Po uderzeniu w ziemię, wiatr rozchodzi się promieniście od miejsca „spadku” prądu, często tworząc niszczące, poziome wiry powietrza, a czasem także i pionowe, podobne pod względem szkód do średniej siły tornad. Microburst z kolei to downburst w mniejszej skali, ale często z jeszcze silniejszym wiatrem.

Sierpniowe bow echo około 21:00. Źródło: radar-opadow.pl/IMGW-PIB

Takie formacje pojawiają się nawet kilka razy do roku, jednak bardzo rzadko o tak dużej sile. Ostatnim, porównywalnej mocy układem był ten z 19. lipca 2015. Długość trasy, jak i prędkość wiatru potwierdzają bardzo silną burzę wiatrową (derecho), jednak ze względu na zbyt małą ilość pomiarów, nie można jej oficjalnie jako takowe zakwalifikować. Burza typu derecho według NOAA SPC powinna przejść minimum 250 mil morskich (około 463 km) i wytworzyć wiatr o prędkości minimum 26 m/s, a w przynajmniej trzech miejscach powyżej 33 m/s. O ile potwierdzono porywy o nawet większej sile (42,2 m/s w Milejewie koło Elbląga), to sieć stacji pomiarowych IMGW jest zbyt rzadka w tej części Polski, aby jednoznacznie potwierdzić prędkość wiatru, a jednocześnie uznać piątkowe bow echo jako derecho. Całkowita długość trasy jaką pokonało bow echo, czyli odcinek między Wrocławiem a otwartym Bałtykiem na wschód od Karlskrony, wyniosła ponad 540 km!

Komórki burzowe, które połączyły się w mezoskalowy układ konwekcyjny (MCS), z którego później wytworzyło się niszczycielskie bow echo, powstały na granicy Czech i Austrii. Około 16:00 pierwsze komórki pojawiły się w Polsce, a nad środkowymi Czechami burze zaczęły tworzyć pierwsze formacje liniowe (szerokie, ale bardzo krótkie burze cechujące się silnymi porywami wiatru, pierwsze stadium bow echo). Szybko poruszające się komórki znacznie się wzmogły nad Dolnym Śląskiem, tworząc wielokomórkowy układ burzowy (MCS) z pierwszymi, intensywnymi opadami deszczu, bardzo silnym wiatrem, gradem i licznymi wyładowaniami. Część z tych burz przekształciła się w superkomórki, czyli bardzo silne burze, posiadające wirujący prąd wstępujący (tzw. mezocyklon). To właśnie one generują bardzo duży grad, nawalne opady deszczu, silny wiatr prostoliniowy, a niekiedy także i tornada.

Temperatura wierzchołków chmur wieczorem, 11. sierpnia 2017. Źródło: Kachelmannwetter/EUMETSAT

Od samego początku układ wyglądał bardzo groźnie, jednak dopiero nad Polską powstał rozległy łuk burz widoczny na radarze. W kilkanaście minut na linii Zielona Góra-Opawa (Czechy) powstało bow echo o długości około 300 kilometrów. Układ niedługo po utworzeniu się, przeszedł przez Wrocław. Następnie, kierując się na północny wschód. Uderzył w Poznań, Kalisz i Gniezno, cały czas nabierając mocy. Około godziny 21:00 jego północna część się wzmogła, podczas gdy południowa zaczęła się odłamywać i wkrótce po tym obumarła. Układ odbił na północ – wprost na Pomorze. Burza weszła nad Kujawy, gdzie zaczęła gwałtownie się wzmagać. Pojawiło się charakterystyczne wybrzuszenie w centralnej części burzy, które sugeruje bardzo silne porywy wiatru. Na pomorskim, południowym horyzoncie można było dostrzec już bardzo liczne wyładowania. Burza pędziła z prędkością około 80-90 km/h wprost na województwo Pomorskie. Z powodu znacznej prędkości układu, najgroźniejsza część burzy była poprzedzona przez szkwał o zaledwie dwie do trzech minut. Pierwsze uderzenie na terenie województwa Pomorskiego nastąpiło około 22:10 na południe od Chojnic (okolice miejscowości Sławęcin). Później pas burz ciągnący się z zachodu na wschód na odcinku przeszło 150 kilometrów, uderzył z pełnym impetem w południowo zachodnią część województwa.

Nad Suszek burza wkroczyła około 22:20, a najsilniejsze porywy pojawiły się mniej więcej 10 minut później. Kolejne trzy godziny to wędrówka układu przez Pomorze, podczas której spustoszone zostały dziesiątki miejscowości. Największe szkody zanotowano wewnątrz obszaru Człuchów-Bytów-Łeba-Wejherowo-Kościerzyna-Czersk. Najgwałtowniejsze burze opuściły nas dopiero koło 1:00.

Efekty nawałnicy z 11. sierpnia 2017, pół roku po burzy (połowa lutego 2018). Fot. Meteo Pomorze

Ostateczny bilans to sześć ofiar śmiertelnych, łącznie 51 rannych, powalone około 80 tys. ha lasów (największa klęska od powołania Lasów Państwowych, krótko po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku), a miejscami ponowne nasadzenia drzew będą możliwe dopiero w 2019 roku. Dużo groźniejsze są jednak skutki psychologiczne. Całą Polską oczywiście wstrząsnął bilans strat, a wręcz symbolem tragedii stała się śmierć dwóch harcerek w Suszku. Wiele osób, które przeżyły tą nawałnicę, do końca życia będzie jednak żyć w lęku na dźwięk grzmotów. Choć wielu z nas ma nadzieję, że powtórki z 11. sierpnia 2017 roku nigdy więcej nie będzie, to więcej niż pewne jest to, że podobnej, lub nawet większej siły bow echo, wydarzy się w Polsce ponownie i to za naszego życia. Co gorsza, w najbliższych latach takich układów może być więcej niż jeden.