Derecho z 2017 roku. Co zawiodło? Jak się ustrzec przed burzą?

Skan radarowy bow echo o północy 11/12. sierpnia 2017. Źródło: radar-opadow.pl

Sytuacje takie jak nawałnica z 11. sierpnia 2017 roku powodują dyskusję na temat zmian w systemie ostrzegania. Choć są testowe ostrzeżenia SMS, czy alerty IMGW w skali powiatów, nadal jest to jedynie próba opracowania wydajnego systemu ostrzeżeń. Czy więc możemy sami ustrzec się przed takimi zjawiskami?

Zeszłoroczne bow echo było ekstremalnie groźne z kilku powodów. Najważniejszym jest to, że przeszło głównie wieczorem i w nocy, kiedy to nie jesteśmy w stanie z ziemi wypatrzeć wielu sygnałów zapowiadających nadchodzący kataklizm. Choć burza generowała bardzo liczne wyładowania (w rejonie Trójmiasta pojawiały się średnio co sekundę), które powinny być same w sobie ostrzeżeniem, to mrok nocy zasłonił przed oczami większości osób na trasie burzy jeden, bardzo ważny znak ostrzegawczy. Był nim potężny wał chmurowy (łac. arcus), zwany również szelfem lub chmurą szelfową. Ten który poprzedził piątkową nawałnicę był niezwykle dobrze rozbudowany i osoba wiedząca o takich formacjach mogła go bez trudu wypatrzeć w świetle błyskawic. Gdyby burza przyszła za dnia, wówczas wiele osób zwróciłoby na niego uwagę, oraz na prędkość z jaką się porusza. Wówczas znacznie więcej osób zdążyłoby się ukryć przed nachodzącą burzą, lub chociaż przygotowała się na jej nadejście. Niestety nawet osobom wprawionym w ściganiu czy monitorowaniu burz ciężko było określić siłę jak i prędkość układu, bez pomocy radarów meteorologicznych, czy detektorów wyładowań.

Ostrzeżenia meteorologiczne przed nadejściem burz pojawiły się na kilka godzin przed i obejmowały również województwo pomorskie. Podczas relacji na żywo, jako Sieć Obserwatorów Burz ostrzegaliśmy przed możliwością bardzo groźnych burz w pasie od Dolnego Śląska przez Wielkopolskę i Kujawy po Pomorze i Mazury. IMGW wydało ostrzeżenia drugiego stopnia dla całego województwa w piątek popołudniu. Mimo tego wiele osób nie zostało ostrzeżonych.

Mapa alertów meteo od IMGW w dniu 11. sierpnia 2017. Zachodnia i pas centralny Polski mają ostrzeżenia 2. stopnia przed burzami, wschód 1.,2. i 3. stopień ostrzeżenia przed upałami. Źródło: TVN24/IMGW

Po raz kolejny wychodzą lata zaniedbań ze strony rządu, jak i IMGW. O ile sam Instytut w ostatnim czasie znacznie poprawił jakość zarówno prognoz, jak i ostrzeżeń (udostępnienie pełnego przekroju produktów radarowych, Monitor IMGW ze stanem rzek i danymi ze stacji, ostrzeżenia w skali powiatów), to niestety nie można tego powiedzieć o strukturach państwowych organizacji odpowiedzialnych za ostrzeganie pogodowe. Obecnie ostrzeżenia z IMGW rozsyłane są do RCB (Regionalne Centrum Bezpieczeństwa). Stamtąd trafiają do wojewódzkich CZK a te do powiatowych CZK. Dopiero stamtąd dostają je poszczególne oddziały CZK. IMGW przesyła również ostrzeżenia do Policji, PSP i pogotowia. Wojewódzkie CZK odpowiadają natomiast za ostrzeżenia w RSO. Lokalne CZK dostają dziennie kilkadziesiąt maili z IMGW, przekazywanych z automatu przez kolejne, niższe szczeble. Często zdarza się tak, że informacje do jednego powiatu trafiają z drugiej części województwa. Tak jest na przykład w gliwickim CZK, gdzie pojawiały się ostrzeżenia przed burzami w Bielsku Białej, czy informacje o stanie wody w rzece na drugim końcu województwa.

Kolejnym ważnym problemem jest świadomość społeczna co do zagrożeń pogodowych. W szkołach, czy mediach mówi się zbyt wiele o zagrożeniach jakie niesie burza. Wszyscy znamy zalecenia typu „nie chowaj się pod samotnym drzewem”, „uprzątnij z balkonu lekkie przedmioty” czy „wyjdź z wody”, jednak wiele osób nie zna podstawowych z punktu widzenia nie tylko meteorologii, ale własnego bezpieczeństwa zasad. Nie mówi się w szkołach o wałach chmurowych, zielonej smudze czy superkomórkach burzowych.

Uproszczony schemat superkomórki. Rzut z góry. Opracowanie: Meteo Pomorze

Jeśli w okolicy jest burza, wiele nam nie da określenie w jakiej odległości od nas biją pioruny. Metoda „czas między błyskiem a grzmotem podzielony przez trzy” określa odległość od nas do miejsca uderzenia konkretnego pioruna, a nie samej burzy. Część wyładowań potrafi uderzyć nawet kilkadziesiąt kilometrów przed burzą. Jeżeli niebo zasnuła gruba warstwa białych lub jasnoszarych, jednolitych chmur, a na horyzoncie widać ciemniejszy pas, to oznaka że jesteśmy pod tzw. kowadłem burzowym, czyli warstwą chmury „rozlanej” pod tropopauzą. Im większe jest kowadło, tym silniejsza burza. Kiedy się pod takowym znajdziemy, to powinien być dla nas pierwszy znak ostrzegawczy. Burza jest dość blisko a im ciemniejsza podstawa kowadła, tym większe szanse na to, że nad nami przejdzie. Często silne burze tworzą na podstawie kowadła formacje przypominające bąble lub wymiona, zwane mammatus. Im silniejsza burza, tym są one większe i liczniejsze. W warunkach polskich są one relatywnie małe, lecz w amerykańskiej Alei Tornad potrafią pokryć niemal całe niebo. W tym momencie już możemy być narażeni na uderzenia piorunów z kowadła (wyładowania dodatnie ze szczytu burzy określane jako CG+). Często w pobliżu czoła burzy widoczne są wyładowania międzychmurowe na podstawie kowadła. Jeśli jest noc, warto zwracać uwagę na to z której strony nieba błyska. Jeśli na północ lub wschód od nas, to są spore szanse, że burza nas minie. Najczęściej komórki przesuwają się z południowego zachodu na północny wschód, ale nie jest to regułą. Dlatego zawsze należy obserwować lokalizację błysków. Jeżeli są one coraz jaśniejsze lub są coraz wyżej na niebie, to oznacza że burza idzie prosto na nas. Jeżeli natomiast strefa wyładowań wyraźnie się przemieszcza, wówczas burza najpewniej do nas nie dotrze. Mimo tego jednak warto stale monitorować niebo, ponieważ układ może skręcić lub dobudować się i uderzyć w naszą lokalizację.

Chmura szelfowa (arcus), oznaka nadchodzącej burzy wiatrowej. Fot. Meteo Pomorze

Najbardziej znanym symptomem nadchodzącej burzy są grzmoty i wzmagający się wiatr. Niestety im silniejsza jest burza i im szybciej się porusza, tym później dociera do nas wiatr, który wraz ze wzrostem siły komórki lub układu, sam również staje się silniejszy. Wspomniany wcześniej wał chmurowy (szelf) jest najlepszym wyznacznikiem tego, że zbliżająca się burza będzie gwałtowna. Potężny pas chmur, często o postrzępionej podstawie i żłobieniach biegnących równolegle do ziemi, wyrastający na czole burzy, jest na dobrą sprawę ostatnim ostrzeżeniem przed nadejściem nawalnego deszczu, gradu i bardzo silnego wiatru. Sam grad można przewidzieć obserwując czoło burzy. Jeśli w szarej zasłonie za szelfem (czyli w smudze opadowej) widzimy błękitne lub zielono-niebieskie „podświetlenie” u szczytu smugi, lub pas wyraźnie jaśniejszego opadu, wówczas niemal na pewno mamy do czynienia z gradem.

Rozpoznanie opadów i ich rodzajów. Opracowanie: Meteo Pomorze

Wkroczenie samej burzy i przejście najsilniejszego wiatru wcale nie oznacza, że jesteśmy bezpieczni. Burza nadal może wygenerować znaczne ilości deszczu, duży grad, czy kolejne silne podmuchy wiatru (microburst). Tornada pojawiają się dopiero pod koniec burzy, kiedy najsilniejszy deszcz ustał, a czasem nawet wyjrzy słońce. Wirująca kolumna powietrza pojawia się zawsze tam, gdzie rotujący prąd wstępujący (mezocyklon) – w prawej, tylnej flance burzy. Dopiero gdy chmura na dobre odejdzie, opad zniknie i nie będzie śladów rotacji w chmurach, jesteśmy bezpieczni.

Schemat chmury stropowej i tornada. Opracowanie: Meteo Pomorze

Układy tak potężne jak ten z 11/12.08 zdarzają się w Polsce raz na kilka lat i szanse na to, że podobnej siły formacja ponownie uderzy w Pomorze w przeciągu najbliższej dekady są niewielkie. Nie mniej jednak postępujące zmiany klimatu powodują, że niegdysiejsze „burze stulecia” pojawiają się co kilka lat (Derecho w Puszczy Piskiej w 2002 roku, Orkan Cyryl w 2007, zachodnia i centralna Polska 2009 i 2015 roku, teraz burza z Pomorza). Rząd Polski, bez względu na to która opcja polityczna sprawuje władzę, uparcie nie chce stworzyć systemu ostrzegania pogodowego. Nie ma zakrojonego na szeroką skalę programu edukowania społeczeństwa, nie reklamuje się aplikacji RSO, ani samego systemu. Relacji burzowych z IMGW nie udostępnia się w mediach ani w samym RSO, a tych ze stron typu Sieć Obserwatorów Burz oficjalnie nie można używać w służbach ratunkowych czy ostrzeżeniach publikowanych przez samorządy. Jeżeli rządzący realnie chcą pomóc w ograniczaniu ilości poszkodowanych, to powinni stworzyć system ostrzegania, który dotrze do wszystkich, a nie tylko widzów TVP czy użytkowników aplikacji RSO. Mowa tu o ostrzeżeniach dla konkretnych gmin, systemie który jedną komendą wydaną przez dyżurnego meteorologa rozesłałby ostrzeżenie do wszystkich OSP, PSP, samorządów, szkół czy obiektów usługowych w zagrożonym regionie. Mamy technologię, mamy ludzi, mamy możliwości. Nie ma tylko chęci.