Katastrofa samolotu cargo pod Houston. Przyczyną mogła być pogoda!

Boeing 767-300 Amazon Air. Fot. Harrison F.

Wczoraj (23.02) około 19:30 czasu polskiego, podczas podchodzenia do lądowania, Boeing 767-300 cargo linii Amazon Air, lot 3591, rozbił się w zatoce Trinity koło Galveston, niedaleko portu lotniczego im. George’a Busha w Houston. Trzyosobowa załoga zginęła. Choć na miejscu katastrofy nadal trwa poszukiwanie czarnych skrzynek, a śledztwo dopiero się rozpoczęło, NTSB już wytypowało wstępnego sprawcę katastrofy – pogodę.

Amazon Air to linia lotnicza należąca do grupy Amazon, mająca samodzielnie obsługiwać loty cargo dla spółki. Jej flotę stanowią w większości używane, przekonwertowane na wersję transportową samoloty typu Boeing 767-300 i 767-200. Lot z Miami do Houston, oznaczony jako GTI3591, wykonywała maszyna Amazon Air na zlecenie Atlas Air. Około 45 kilometrów od portu lotniczego George’a Busha, nad zatoką Trinity kontrolerzy utracili łączność z samolotem, który zniknął też z radaru. Niemal natychmiast podjęto akcję ratunkową, jednak trzyosobowa załoga uznana jest za martwą.

NTSB od razu rozpoczęło śledztwo. Choć wiele odpowiedzi da znalezienie czarnych skrzynek samolotu, to już teraz zabezpieczono nagrania z wieży kontroli lotów, oraz trwa analiza odczytów radarowych, dokumentacji ładunku, jak i samego samolotu, a nawet zbierane są dane meteorologiczne – wszystko co może przynajmniej wstępnie wytypować najbardziej prawdopodobne przyczyny katastrofy, lub przynajmniej odrzucić niektóre tezy. Obecnie wśród przyczyn katastrofy, dość poważnie rozpatruje się… pogodę!

W sobotę przez centralną i zachodnią część USA przechodził aktywny front, na linii którego uformowały się liczne superkomórki burzowe. W stanach Tennessee, Alabama, Missisipi i Kentucky, ale również miejscami w Arkansas, Missouri, Texasie, czy na Florydzie, zanotowano intensywne opady deszczu i gradobicia, a w Alabamie i Missisipi zanotowano tornada. Jedno z nich uderzyło w miasto Columbus, zabijając jedną osobę i raniąc pięć. Południowa część tego frontu, w momencie katastrofy, przechodziła w okolicach Houston i Galveston w czasie lądowania rejsu GTI3591. Czy burze mogły jednak spowodować rozbicie się samolotu?

Historia pokazuje, że tak. Obecność burz, lub bardzo silnej konwekcji przyczyniła się do katastrofy przynajmniej 12 samolotów pasażerskich od 1945 roku. Wśród najtragiczniejszych są rejsy DAL191 linii Delta z 1985 roku i MPH495 Martinair z 1992 roku. Również w bloku wschodnim burze spowodowały przynajmniej jedną katastrofę lotniczą – samolotu Tupolew Tu-154 linii Aerofłot w Kazachstanie w 1980 roku.

Wszystkie te katastrofy łączy jedno zjawisko – downburst. Jest to zjawisko konwekcyjne, polegające na uformowaniu się silnego, zazwyczaj dość wąskiego prądu zstępującego. Często powiązane z nim są nawalny deszcz i grad. To właśnie to zjawisko odpowiada za dwie powodzie błyskawiczne, które nawiedziły Gdańsk w 2018 roku. Ponieważ jest to jednak bardzo silny prąd zstępujący, powietrze uderzające o ziemię z dużą prędkością, rozchodzi się promieniście, tworząc bardzo silny wiatr, czasami przekraczający 160 km/h. Ten z kolei był głównym czynnikiem niszczącym podczas derecho z 2017 roku.

Schemat microburstu z podziałem na wysokość kolumny opadowej, czas i zasięg. Źródło: Research Gate

Taki wiatr jest również niebezpieczny dla samolotów. Najpierw następuje niewielkie “podbicie” maszyny uderzeniem unoszącego się powietrza, które po uderzeniu w ziemię, tworzy horyzontalny wał. Po krótkiej chwili, samolot wlatuje w bezpośrednią strefą oddziaływania microburstu, który z ogromną siłą dociska go do ziemi. Choć radary pogodowe pozwalają na ich wczesne wykrycie, nie zawsze jest to w porę możliwe. Co więcej, nie każdy microburst wiąże się z opadem (tzw. dry microburst).